wtorek, 14 września 2010

Szukaj dziury w całym

         Ostatnio miałam mnóstwo spraw na głowie i niewiele czasu na robienie zdjęć. W dodatku kiedy już miałam w planie wyskoczyć na małą sesję, okazywało się, że akurat pada, albo jest pochmurno, etc. W końcu postanowiłam, że po prostu zrobię parę zdjęć w domu, zresztą i tak chciałam skupić się na bluzce, a nie całości stroju.
         Historia bluzki pokrótce przedstawia się tak: była biała, kupiona w second handzie,a ja miałam ogromną ochotę poeksperymentować z barwieniem ubrań, więc zafarbowałam ją na granat. Po roku znudziła mi się w takiej formie,a że przechodziłam widocznie przez jakąś fazę maniakalno - destrukcyjną, więc stopniowo "sciachałam" ją do obecnej formy.
          Co do całości stroju - miało być tak trochę lumpowato, niedoskonale ( moja mama nie przepada za tym swetrem:P), coś jak to lub to - podobny sweter też mam:) A w przyszłości zamierzam pociachać coś większego, jakąś tunikę, bądź sukienkę...



Bluzka: DIY
Sweter, spodnie: sh
naszyjnik: vintage
bransoleta: prezent z Zakopanego

niedziela, 5 września 2010

Alfons Mucha



          Moje myśli od tygodnia błądzą wokół Pragi, kiedy podczas zwiedzania miasta, co krok natykałam się na pamiątki i gadżety związane z Alfonsem Muchą, co natchnęło mnie do stworzenia tego posta. Jestem wielką fanką tego artysty i uwielbiam styl secesyjny, jego piękno, harmonię i dekoracyjność, wykorzystanie motywów florystycznych... Ach, mogłabym tak się zachwycać godzinami:)
          Alfons Mucha był czeskim malarzem, grafikiem, autorem plakatów. Jego dzieła są bardzo charakterystyczne, przedstawiają wyidealizowane postaci kobiece, strojne w piękne szaty i  barwne kwiaty. Więcej informacji o malarzu i jego obrazach można znaleźć tutaj.
          Poniżej namiastka prawdziwego piękna w postaci wybranych prac Alfonsa Muchy.
























I moje ulubione:

piątek, 3 września 2010

Marmurki

               Pewnego dnia, a było to już parę miesięcy temu, zamarzyło mi się mieć marmurkowe dżinsy. Nie udało mi się nigdzie znaleźć jakiejś fajnej pary spodni, poza tym korciło mnie, żeby samej coś zrobić, więc postanowiłam zaszaleć z wybielaczem. Akurat miałam wolną parę spodni w kolorze czarnym, które były nieco wyblakłe i nienoszone, więc zdobycie materiałów trudne nie było. Poszukałam instrukcji na forach internetowych i przystąpiłam do akcji. Uzbrojona w gumowe rękawice ochronne, pozwiązywałam spodnie w supełki i wrzuciłam do miski z wybielaczem. Dodam tylko, że spodziewałam się, iż moje czarne spodnie odfarbują się na szaro, względnie na fioletowo. Jakież było moje zdziwienie, gdy barwnik zaczął puszczać, a moim oczom ukazały się najpierw brązowe, a po paru minutach pomarańczowe spodnie!
             Ale mimo tamtego zaskoczenia, uważam, że takie są dużo ciekawsze - prawie każdy ma szare/granatowe marmurki, a pomarańczowe? No właśnie. Wygląd tych spodni kojarzy mi się z ognistymi płomieniami, albo barwnym płótnem. Same w sobie są bardzo wyraziste, więc ożywiają nawet najprostszy zestaw ubrań. Ja włożyłam do nich moją ogromną marynarę i dodałam ręcznie robiony naszyjnik, jeden z całej serii wykonanej przeze mnie:)

Marynarka: sh
Bały top: Camaieu
Czarny top; vintage
Spodnie: C&A + DIY
Naszyjnik: DIY
Buty: CCC

czwartek, 2 września 2010

Lanvin for H&M



            Bardzo, ale to bardzo mi się ten pomysł podoba!  Alber Elbaz projektujący dla H&M - ta wiadomość z pewnością zelektryzuje fanów obu marek. Spodziewam się czegoś wyjątkowego, na miarę tej kolekcji Karla Lagerfelda dla H&M. Zobaczymy, jak to wszystko się ułoży cenowo i dostępnościowo, ale na pewno będzie to coś wartego popodziwiania!:)
            
           
         Lanvin Fall 2010 RTW



wtorek, 31 sierpnia 2010

The last day of August

          
             Od wczesnych godzin porannych przeglądam strony internetowe, wypijam hektolitry herbaty, czytam i ogólnie staram się unikać spoglądania na świat za oknem. Jak "tam" jest paskudnie! Ciągle tylko zimno i deszcz pada, i pada, i nie chce przestać... Dlatego wolę zająć oczy i głowę czymś ciepłym i kolorowym. No i zatroszczyć się o zawartość tegoż bloga.
             Choć najchętniej wciąż przebywałabym na wakacjach w ciepłych promieniach słońca, wyjście w cienkiej sukience mogłoby mnie dziś przyprawić niemalże o odmrożenia. Dlatego powoli przestawiam się na niższe temperatury i grubsze ubrania.
             Parę postów temu wspominałam o szyciu kurteczki - oto ona na zdjęciach. To chyba ciuch, przy którego szyciu namęczyłam się najwięcej. Ale z drugiej strony - kto normalny po roku amatorskiego szycia bierze się za kurteczkę? no cóż - ja. Koronkowa bluzka też nosi ślady mojej przeróbki - swego czasu wyglądałam w niej niczym Ania z Zielonego wzgórza w swoich bufiastych ramionach. Najbardziej BUFIASTYCH. A futerko po szyją? Taki kaprys, poza tym cieplej mi było:)





Kurtka: DIY
Bluzka: vintage + DIY
Jeansy i top: Camaieu
pasek i futrzak:sh
Buty: Deichmann
Biżuteria: vintage

sobota, 28 sierpnia 2010

Falling slowly

        Dopiero co się rozpakowałam, ale stęskniłam się przez te kilka dnia za moim blogiem, więc postanowiłam tu zajrzeć choć na chwilkę. A jak ma być krótko, to napiszę tylko o jednym z moich ulubionych filmów - "ONCE." Nie jest on zbyt znany, niektórzy być może skojarzą piosenkę "Falling slowly", która w 2008 roku wygrała Oskara dla najlepszej piosenki.
        Jako obraz, film ten jest nieco chropawy w montażu, dużo tu ujęć "z ręki", jednakże przedstawiona w filmie historia jest bardzo naturalna, wzruszająca i ujmująca. Wyjątkowy nastrój filmu tworzy też piękna muzyka, która jest największym atutem filmu. Ścieżki dźwiękowej można słuchać godzinami. Ja dzisiejszą podróż powrotną będę kojarzyć właśnie z dźwiękami  muzyki z Once :)

niedziela, 22 sierpnia 2010

Sunday makes me sooo lazy:)

                 Siedzę właśnie przed komputerem, słuchając Diany Krall i wpadam we wspaniały błogi stan lenistwa:). Od zawsze mam wrażenie, że w niedzielę czas biegnie wolniej, niż w pozostałe dni tygodnia, pozwalając nam w pełni rozkoszować się tym dniem. A jeśli niedziela jest słoneczna, to już pełnia szczęścia!
                 Korzystając z wolnej chwili, zwłaszcza, że jutro wyjeżdżam na tydzień, chciałabym się podzielić moim uwielbieniem do zdjęć jednego z najsłynniejszych fotografów świata - Helmuta Newtona. 
                Niezmiernie żałuję, że planowana na to lato wystawa jego prac we Wrocławiu została odwołana, bo oglądać fotografie na ekranie, bądź w albumie to nie to samo, co móc je podziwiać w oryginale. Mam jednak nadzieję, że w przyszłości znajdzie się jeszcze taka okazja.
               Helmut Newton jest znany jako prowokator i kontrowersyjny twórca kobiecych aktów. Na pierwszy rzut oka może się tak wydawać, jednak jego zdjęcia przedstawiają przede wszystkim piękno i potęgę portretowanych kobiet. Nagość jest tu potraktowana jako środek wyrazu artystycznego, ma pobudzać wyobraźnię, uczucia oglądającego, dawać do myślenia, sprawić, byśmy zastanowili się nad oglądanym zdjęciem, a nie tylko je obejrzeli. Poniżej mała dawka wrażeń artystycznych w postaci zdjęć Newtona.
              
Słynne "Naked&dressed"


A na koniec moje absolutnie ukochane zdjęcie, którego kopię mam zawieszoną na ścianie w pokoju.

Przyjemnej niedzieli!